logo

 
Rezerwat "Świdwie" zaprasza
 

23 lutego

23 lutego 2017 r.

Jeszcze wczoraj taflę jeziora pokrywał lód. W kałużach na jego powierzchni mokło w deszczu spore stado łabędzi krzykliwych strzeżone przez siedzące w pobliżu bieliki. Tylko za naszymi oknami przy ujściu niewielkiej rzeczki Gunicy prąd nie pozwolił na zamarznięcie wody. Tam już od kilku dni pojawia się bąk, często spacerujący po pomoście wiodącym do czatowni.  Deszcz lał całą noc toteż dzisiaj od samego rana tylko pod trzcinowiskami zachodniego brzegu połyskiwały małe tafle pokrywy lodowej. Silny wiatr przynosił niewielkie kry, na kilku podróżowały grupki krzyżówek. Woda usiana była stadami ptaków. Nad jeziorem patrolował dyżurny bielik, pewnie licząc na łatwy posiłek. Kilka razy przeleciał lotem koszącym nad stadami kaczek. Oprócz panicznej ucieczki kilkunastu tych bardziej nerwowych nic nie osiągnął. Po kilku nieudanych próbach chyba nieco zawiedziony odleciał nad lasy północnej części rezerwatu.

Zaczęły się przeloty mobilizujące załogę ODM Świdwie, już z samego rana dwaj panowie „K” uzbrojeni w sprzęt optyczny wdrapali się na wieżę i zainaugurowali tegoroczne liczenie ptaków migrujących. Stwierdzono: łabędzie nieme, łabędzie krzykliwe, gęsi gęgawe, krzyżówki, krakwy, świstuny, głowienki, gągoły z wyraźną przewagą samców, bielaczki, samotnego perkozka. Naliczono nieco ponad 1000 osobników. Zastanawia nas jak tyle różnorodnych ptaków dowiedziało się o dostępności jeziora i zatrzymało się w czasie przelotu. Inne pobliskie akweny jeszcze kryje lód.

Dla większości z tych wędrowców Świdwie jest przystankiem pozwalającym na odpoczynek i odbudowę sił  nadwątlonych długimi przelotami. Po kilku dniach zastąpione przez kolejnych podróżników odlecą na północ. Zdarza się że wahnięcia pogodowe zatrzymują je na dłużej.

Z łąk i rojstów okalających jezioro dolatywały liczne głosy żurawi. Późniejsze obserwacje w terenie wskazały że to już pary zajmujące swoje terytoria. Ubiegły bardzo suchy rok odsłonił przed drapieżnikami lęgowiska żurawi. Ptaki te gniazdują na mokradłach, w suchy rok ich gniazda mogą być penetrowane nawet przez wszystkożerne dziki. Skutkiem tego żurawie nie odniosły sukcesu lęgowego, Obserwowaliśmy bardzo mało odchowanych młodych. Tym bardziej liczne pary zajmujące indywidualne terytoria cieszą.

Emigranci dopisali, a co z tubylcami, jak przetrwały zimę nasze osiadłe ptaszki ?. Czyże w wielkich liczących nawet 400 osobników ruchliwych stadach penetrują korony olch. W trzcinowiskach rządzą nasze ulubione wąsatki. Już widzieliśmy kilka samczyków w pełnej godowej gali. Wszystko wskazuje że szczęśliwie przetrwały łagodną jak dotychczas zimę. cdn.

KO

Samiec wąsatki ( Panurus biarmicus ). Foto: Przemysław Wójcik

Pójdźka

Pójdźka / Athene noctua

Już ponad 2500 lat znana w Grecji, była symbolem bogini Ateny, słynącej z mądrości patronki wspaniałego miasta-państwa Aten. Do naszych czasów przetrwało wiele wyobrażeń tego ptaka. Jako herb lub maskotka ulubionej bogini pójdźka cieszyła się dużym szacunkiem i podlegała swoistej ochronie, podobnie jak u nas bociany.

Cechy rozpoznawcze

Pójdźka jest sową wielkości małego gołębia z charakterystycznym, krótkim ogonem i stosunkowo dużą głową, co powoduje że wygląda jak nieco podskubana. Ubarwiona maskująco, głównie w brązy, szarości z jaśniejszymi plamkami. Cechą wyróżniającą od innych sów są duże,  białe brwi. Kolejną, prostą do zauważenia cechą jest falisty lot.

Ornitolodzy specjalizujący się w badaniach sów, często rozpoznają pójdźki po głosie co wymaga dużej wiedzy i sprawnego ucha, bowiem ptak ten potrafi odzywać się czterdziestoma rożnymi głosami. Wobec tego wszystkie próby naśladowania dźwięku przy pomocy pisma nie mają większego sensu.

Siedlisko i polowanie

Ewolucja tak dziwnie urządziła świat że wszystkie gatunki, szczególnie bardzo podobne w swoim zachowaniu są skazane na bezwzględną konkurencję. Jeśli na danym obszarze występują dwa gatunki identyczne w strategii przetrwania, to jeden z nich musi wyginać. Niezależnie od zmian środowiska, czy globalnych klęsk, gatunki przegrywające konkurencję lub mało podatne na zmiany środowiska odejdą w niepamięć. Przykładem są tak modne ostatnio dinozaury. Wszyscy wiemy że wyginęły  około 65 milinów lat temu skutkiem upadku małej planetoidy w miejsce gdzie obecnie jest Zatoka Meksykańska. Owszem wyginęły prawie wszystkie ówcześnie żyjące gatunki, a jeśli zestawimy to ze 130 milionami lat rozwoju tych gadów zobaczymy że tysiące gatunków nie dotrwało  do chwili katastrofy. Wyginęły znacznie wcześniej właśnie skutkiem konkurencji. Do naszych czasów przetrwały jedynie ptaki, potomkowie jednej z grup dinozaurów, które przetrwały mimo niesprzyjających okoliczności. Może to zakrawać na kpinę ale prapraprzodkiem naszej sikorki, bociana, wróbla czy pójdźki mógł być gigantyczny, drapieżny gad tyranozaur.

Podobne mechanizmy działają współcześnie. Dotyczy to również sów. Na kilkanaście gatunków spotykanych w Polsce, każdy zajmuje nieco inną niszę ekologiczną. Prawie wszystkie żywią się podobnym pokarmem, głównie drobnymi gryzoniami. Różnice polegają na sposobach polowania lub na wyborze siedliska. I tak pójdźki zajmują tereny wiejskie gdzie dominującym sposobem użytkowania gruntów jest ekstensywna eksploatacja łąk i pastwisk. Potrzebne są też aleje przydrożne, pojedyncze drzewa lub ich niewielkie kępy. Wśród ofiar pierwsze miejsce zajmuje polnik zwyczajny, choć sowy nie gardzą też dużymi chrząszczami, dżdżownicami, w zimie ich łupem padają myszy domowe i szczury. A jak się trafi pożyteczna, owadożerna ryjówka lub niewielki ptaszek, trudno takie są prawa przyrody. Pójdźka poluje z zasadzki, wykorzystując jako czatownie: słupki, paliki ogrodzeń lub suche konary drzew i krzewów. Czasem brakuje takich miejsc na terytorium sowy, dlatego warto pomóc swojemu sprzymierzeńcowi, zainwestować minimum wysiłku i wbić w ziemię kilka kołków o wysokości około 1,5 m.

Często spotykam się z pytaniem „ skąd wie Pan czym żywią się sowy?”. Odpowiedź jest prosta. Wszystkie ptaki drapieżne pożerają ofiary w całości lub rozdrobnione na kawałki. Oprócz mięsa w pokarmie trafiają się części trudno strawne, kości, sierść, pióra itp. Ptaki te odpadki formują w podobne do klusek kokony i wypluwają na zewnątrz. Analiza zawartości wypluwek jednoznacznie określa skład diety.

Gniazdowanie i terytorium

Naturalnym miejscem lęgowym pójdźki są dziuple w starych, wypróchniałych drzewach, głównie w ogławianych wierzbach lub drzewach owocowych. W ostatnich latach obserwuje się lęgi na strychach, poddaszach a nawet w stosach starych desek bądź kupach kamieni.

Jeśli para ptaków wybierze terytorium to w jego granicach, spędza razem całe życie. Pójdźka jest gatunkiem silnie terytorialnym i monogamicznym. Mówiąc po prostu siedzą w domu i nie robią „skoków w bok”. Pójdźki zajmują stosunkowo niewielkie terytorium 10 do 20 hektarów. W okresach słabej dostępności pokarmu, w czasie śnieżnej zimy, lub długotrwałej dżdżystej pogody pójdźki polują na nieco większym obszarze lub nawet penetrują budynki gospodarcze spichrze, stodoły czy obory. Podobnie dzieje się w szczycie okresu karmienia młodych. Oprócz łowiska i miejsca na gniazdo, pójdźka potrzebuje też spokojnego zakamarka w pobliżu gniazda gdzie może spokojnie spędzać dzień. Gdy jednak zauważą ją małe ptaszki nie dają jej spokoju, nękają wroga z wielkim hałasem, atakując, skubiąc pióra a nawet bombardując bryłkami kału. Ślepawa w dzień sowa nie potrafi się obronić i zmyka do gniazda.

Żyje w Polsce jeszcze kilka gatunków innych sów ale nie mają one większego wpływu na gospodarkę rolną, bądź są bardzo nieliczne, bądź wybrały swoje siedliska z dala od upraw w głębi lasów.

KO

 

 

Fot. Cezary Korkosz

PŁOMYKÓWKA

PŁOMYKÓWKA / Tyto alba/

Sowa wielkości puszczyka, jednak znacznie smuklejsza. Długość ciała do 40 cm a rozpiętość skrzydeł kilkanaście cm poniżej metra. Jest zdecydowanie jaśniejsza od puszczyka. W silnym świetle latarni lub reflektorów samochodowych wydaje się prawie biała lub lekko różowawa. Wierzch ciała popielaty, u samic ciemniejszy niż u samców. Ma stosunkowo długie nogi, często widoczne w locie.

Dorosła płomykówka widziana z bliska zachwyca subtelną elegancją kolorów oraz rysunkiem delikatnych kropek lub plamek różnego kształtu i barwy. Pośrodku białej szlary błyszczą czarne oczy podkreślone zalotnymi „rzęsami” utworzonymi przez kilkanaście cienkich, czarnych piórek. Właśnie ze względu na charakterystyczną szlarę, sowy zwłaszcza w książkach dla dzieci przedstawiane są jako mądre babcie  w okularach. Skojarzenie bardzo proste ale bardzo błędne. Szlara to aparat słuchowy  a nie okulary. Większość sów poluje przy pomocy słuchu, stąd niezwykle cichy, bezszmerowy lot bądź co bądź nie można hałasować jeśli się samemu nasłuchuje.

Krewniaczka naszych puszczyków, żyjąca na dalekiej północy sowa śnieżna poluje nawet w dzień. Siedzi sobie wysoko na gałęzi i bacznie nasłuchuje. Gdy namierzy ofiarę bezgłośnie szybuje, czasem kilkadziesiąt metrów i nurkuje w śnieg, Po chwili porywa się spod grubej warstwy białego puchu unosząc gryzonia w szponach. Jak widać o powodzeniu polowania decyduje słuch. Wzrok przydaje się głównie po to by w czasie lotu nie wpaść na jakąś przeszkodę. Podobnie poluje płomykówka tylko ofiary nie kryją się pod śniegiem bo u nas jest go dużo mniej i leży krócej.

Wprawdzie płomykówka jest bardzo cicha w locie, na pewno nie jest niemową. Odzywa się  różnymi głosami w porze godów, opieki na pisklętami i chroniąc swoje terytorium łowieckie przed konkurencją. Różnymi głosami , czyli jakimi?. Tu nie potrafię pomóc, trzeba po prostu kupić sobie płytę z głosami ptaków i po kłopocie. Trudno słowami opisać dźwięki większości ptaków, choć kiedyś opis głosu płomykówki zaskoczył mnie kompletnie.

Kilka lat temu jechałem przez niewielką wieś na Pomorzu Środkowym. Dowiedziałem się wcześniej że płomykówki gniazdują tu na poddaszu  niewielkiej kaplicy stojącej na terenie wiejskiego cmentarzyka. Spotkałem tam staruszka, który pędził kilka krów. Zapaliliśmy po jednym, chwilę porozmawialiśmy, narzekając na polityków i podatki. Gdy zapytałem: czy są tu jakieś sowy?,  mój rozmówca odpowiedział: „ … a chaliera je wie Panie czasem coś się drze jakbyś Pan wsadził kota do centryfugi..” ..zrozumiałem, pomyślałem,  w końcu zdębiałem. I nigdy już nie próbuję nawet opisywać  ptasich głosów, porównywać z jakimkolwiek innym dźwiękiem; prawdziwemu mistrzowi nigdy nie dorównam.

Chyba dzięki dość upiornemu głosowi i zamieszkiwaniu w zakamarkach kościelnych wież, strychach budynków i dziuplach starych drzew rosnących z reguły na cmentarzach, płomykówki pomawiane są o kontakt z siłami nieczystymi. A jeszcze na dodatek ich pisklęta z wyglądu przypominają noworodki diabła.  Pewnie coś w tym musi być bo dlaczego zwykła sowa wie już wczesną wiosną że lato będzie obfitowało w gryzonie?. Składa wtedy więcej jaj i czasem nawet trzy razy w roku przystępuje do lęgów. W jakiś sposób potrafi przewidzieć nadchodzącą słotę. Gromadzi wtedy zapas myszy nawet na kilka dni, układając je staranie na belce lub w jakimś zakamarku.

Płomykówka jest najbardziej „robotną” z naszych sów, potrafi w ciągu jednej nocy upolować nawet do pięćdziesięciu gryzoni. A wyspecjalizowała się w życiu w krajobrazie rolniczym. Prawie wszystkie jej ofiary żyły na polach uprawnych lub w siedliskach ludzkich. Ze zdobywaniem żywności radzi sobie doskonale, jednak populacja płomykówek w Polsce systematycznie maleje. Dzieje się to głównie za sprawą braku „ lokali mieszkalnych”. Remontowane i uszczelniane przez ludzi budynki stają się dla sów niedostępne, muszą się one wynieść i tępić gryzonie gdzie indziej, jeśli znajdą tam mieszkanie. Dlatego warto zostawić troszkę miejsca dla najbardziej przyjaznej nam sowy. W niebie będzie to nam policzone. W kieszeni zresztą też.

Ja mam swoje sowy, przywabiłem je domkiem skleconym z kilku desek i umieszczonym pod dachem drewutni poza zasięgiem kota Foresta i kun leśnych na gościnnych występach. Można też kupić gotową budkę np; http//budkadlasowy.pl .

KO

 

Płomykówka  w locie. Foto: Cezary Korkosz 

 

Płomykówka. Foto: Cezary Korkosz

Dzieje Stacji

logo swidwie 50Rezerwat Świdwie w tym roku skończył pół wieku. Jest okazja do okolicznościowych wspominek, niestety już niewiele osób pamięta tak odległe lata.  W archiwum Świdwia zachował się tekst pani Grażyny [ Karczmarczyk ] Domian, która pracowała w Stacji w latach 1974 - 1984 .

Czytaj dalej

Zardzewiała śmierć

Na krótko przed świętami znaleziono w puszczy kawał złomu przypominający z wyglądu bombę lotniczą. Spod ściółki wystawał fragment korpusu i niewielka część statecznika. Żelastwo leży w tym miejscu jeszcze od czasów intensywnego bombardowania Polic czyli prawie siedemdziesiąt lat i prawdę powiedziawszy nie wygląda zbyt groźnie..Niezależnie od prywatnych odczuć leśnicy wdrożyli obowiązujące w takim wypadku procedury czyli zabezpieczyli teren , wezwali saperów i policję.

Czytaj dalej



Ptasie imperium

blisko Szczecina

Mapa dojazdu